36 Rajd Żaków Zgierz 2006

Poprzednie

Następne





 

Wanda Chotomska
"PRZYGODY JEŻA SPOD MIASTA ZGIERZA"

Był sobie jeż kolczasty,
co czesał się na jeża
I mieszkał pod jeżyną
w pobliżu miasta Zgierza.
Ponieważ w okolicy
nie było żadnych jeży,
jeż nie miał się z kim bawić
i nie miał komu zwierzyć.
Więc chodził najeżony,
strapiony i markotny
i mówił sam do siebie:

- Ja nie chcę być samotny !
Co mi z tego,
że wokoło są jeżyny ?
Wszak jeżyny
nie zastąpią mi rodziny.

Chcę mieć krewnych
i znajomych całe grono,
chcę na spacer
chodzić z żoną najeżoną.

Chcę mieć stryjka,
żebym sobie mógł ze stryjkiem
zagrać w szachy
albo chociaż w loteryjkę.

Chcę mieć kilka
zacnych ciotek, żeby ciotki
zapraszały mnie
na plotki i szarlotki.

Nie chcę siedzieć
sam, jak palec, nad obiadkiem,
chcę do stołu
siadać zawsze z dziadkiem.

Choć tu wcale
nie ma jeżów, ja w to wierzę,
że gdzie indziej
są na świecie inne jeże!

Muszę znaleźć
swą rodzinę, więc zamierzam
jeszcze dzisiaj
na piechotę iść do Zgierza,

by w urzędzie
meldunkowym się upewnić,
czy w tym Zgierzu
nie mieszkają moi krewni...

Chociaż Zgierz w pobliżu leżał,
długo trwała podróż jeża.
Chociaż nóżek miał dwie pary,
chociaż wcale nie był stary
i jak mógł przyspieszał kroku,
szedł od rana aż do zmroku.
Gdy do Zgierza przyszedł wreszcie,
to już wszyscy spali w mieście.

W świetle latarń i księżyca
jeż wędrował po ulicach,
błądził okiem po wystawach,
koło różnych sklepów stawał,
chodził, chodził ulicami,
aż sklep ujrzał ze szczotkami
i wykrzyknął widząc szczotki:

-To na pewno moje ciotki!
Jak to dobrze,
że znalazłem
wreszcie ciocie
i nie jedną,
tylko ciotek
całe krocie! 
Może trzysta,
może pięćset,
może dwieście,
tyle ciotek
nie ma żadne
dziecko w mieście.

Gdy pomyślę,
że te miłe,
zacne ciotki
będą piekły mi
biszkopty
i szarlotki -
to o ile siebie znam,
tyle razy mnia - mnia - mniam
będę mówił, że nie zliczę chyba sam!

Teraz późno -
wszystkie ciocie
śpią już słodko.
Nie chcę pukać
i kłopotu
sprawiać ciotkom.

Przyjdę do nich
w odwiedziny
jutro rano,
gdy się wyśpią
moje ciocie
i gdy wstaną.

Jeż uczesał się na jeża
i tak zrobił, jak zamierzał -
o dziewiątej z minutami
wszedł do sklepu ze szczotkami
i do najeżonych szczotek
rzekł serdecznie:

          - Ciocie złote !
Rzeszo ciotek najeżona,
zaraz padnę wam w ramiona !
Co za radość dla sierotki,
gdy sierotka znajdzie ciotki !
Po tych słowach w stronę półek
ruszył śląc spojrzenia czułe.
Szczotki najpierw oniemiały,
potem z półek pospadały
i krzyknęły pełne trwogi:
- Boże drogi !
          On ma nogi !
                  Czyżby to był
                         nasz siostrzeniec ?
Ten czworonóg ?
          Ten odmieniec ?
                Czy ta postać
                        tajemnicza
też do szczotek
           się zalicza ?
                  Gdzie się takie
                         szczotki rodzą,
co na własnych
         nogach chodzą?

Jeż chciał krzyknąć, że jest jeżem,
lecz nie zdążył, bo w tej chwili
dwaj panowie, przez pomyłkę,
zamiast szczotki go kupili...
Wzięli jeża do kieszeni
i zanieśli do mieszkania
bardzo radzi, że kupili
nową szczotkę do ubrania.
Wyciągnęli stos odzieży
z wszystkich schowków w całym domu,
z trzech walizek, z pięciu kufrów,
z jednej szafy i z dwóch komód -
kamizelki, marynarki,
kapelusze, płaszcze, spodnie
i nad stertą garderoby
oświadczyli obaj zgodnie:

- Nową szczotką wyczyścimy
zaraz spodnie,
bośmy spodni nie czyścili
Dwa tygodnie!

Oprócz spodni wyczyścimy
również płaszcze -
płaszcze lubią, jak się płaszcze
szczotką głaszcze.
Oczyścimy zakurzone
kapelusze,
garnitury, dwa szlafroki
i kożuszek,
kamizelki, marynarki,
kilka wdzianek,
swetry, getry
i pluszową otomanę!

Jeż przeraził się okropnie,
gdy usłyszał te zwierzenia,
I powiedział sam do siebie:

- Nie ma chwili do stracenia!
Swetry, getry,
kilka wdzianek
to po prostu niesłychane -
zamiast szczotki
chcą w tym domu użyć jeża!

Kamizelki, marynarki,
czuję w krzyżu
zimne ciarki -
w roli szczotki -
występować nie zamierzam!

Więc uciekać
prędko muszę,
bo czekają mnie katusze,
garnitury, kapelusze
i kołnierze!
To pomyłka,
proszę panów,
nic nie wyjdzie z waszych planów -
ja nie jestem
żadną szczotką, tylko jeżem!

Jak wiadomo - jeż nikomu
nie zastąpi szczotki w domu,
więc panowie bez wahania
wypuścili go z mieszkania...

Na ulicy padał właśnie
deszcz rzęsisty i ulewny,
więc jeż także się rozpłakał:

- Ja chcę wreszcie znaleźć krewnych!
Nie chcę moknąć na tym deszczu,
nie chcę widzieć żadnej rynny,
ja chcę wreszcie mieć rodzinę
i gościnny dom rodzinny!

Chcę mieć dziadka, chcę mieć babcię,
nie chcę patrzeć na kałuże,
chcę założyć suche kapcie
i nie moczyć się już dłużej.

Nie wiem, skąd się w jednej chmurze
tyle litrów wody bierze!
I to wszystko leci na mnie -
ja nie jestem wodomierzem!

Muszę wejść pod jakiś krzaczek,
bo inaczej się rozpłynę
i już nigdy się nie dowiem,
czy w tym Zgierzu mam rodzinę...

Choć jeż w berka się nie bawił,
pobiegł, jak się biegnie w berku -
bardzo prędko - i za chwilę
znalazł się na miejskim skwerku.

Przemoczony, zapłakany
wszedł pod pierwszy lepszy krzaczek
i usłyszał cienki głosik:

- Taki duży jeż i - płacze?!
- Kto to mówi? - jeż zapytał.
- Twój kuzynek - jeż ze Zgierza.-
Znowu płaczesz?...
- To ze szczęścia,
że spotkałem wreszcie jeża!

Ja się także popłakałam,
bowiem byłam też wzruszona,
kiedy jeż kuzyna spotkał
i jeżowi padł w ramiona.

Całowali się, ściskali
chyba dobre pół godziny,
po czym jeż z kuzynem poszedł
w odwiedziny do rodziny.

Nie musieli iść daleko -
okazało się, że jeże,
wszystkie jeże z miasta Zgierza,
osiedliły się na skwerze.

Krewni oraz ich znajomi
byli jeżem zachwyceni -
każda z mam marzyła o tym,
by z jej córką się ożenił.

Po niecałych dwóch miesiącach
wyswatali go nareszcie
z panną ślicznie najeżoną,
najpiękniejszą w całym mieście.

Jeż do lasu wrócił z żoną,
lecz tak tęsknił za rodziną,
że zaprosił wszystkich krewnych
na wakacje pod jeżyną.

Odtąd nigdy się nie smucił,
nie był smętny i markotny,
wciąż się cieszył:

             - Jak to dobrze,
że nie jestem już samotny !
Jak to miło
mieszkać w domku pod jeżyną
razem z żoną najeżoną
i rodziną!

Jak to dobrze
mieć urocze zacne ciotki,
które pieką pyszne torty
i szarlotki!

Jak przyjemnie
siedzieć sobie nad obiadkiem
i gawędzić z najeżonym
siwym dziadkiem!

Jak wesoło
razem z teściem i ze stryjkiem
grać w tysiąca i w fantową
Loteryjkę!

Sam się dziwię,
jak szczęśliwie życie płynie
pod jeżyną najeżoną
przy rodzinie!